Niechorze - Niechorze - wymarzony urlop pracoholika

Na wakacjach nad morzem wypocząłem doskonale. Ostatni rok dał mi się we znaki, bo w pracy nowy szef wymyślał coraz to nowe zadania. A tak nam było dobrze ze starym dyrektorem, a ten imbecyl ... wiadomo, nowa miotła zamiata zaciekle. Moja żona była już w Niechorzu, a ja tylko tam dojechałem. Stwierdziliśmy, że skoro ona ma prawie całe dwa miesiące wakacji, to nie ma sensu by siedziała w mieście i znaleźliśmy ofertę pensjonatu
Niechorze. Była tam wychowawczynią kolonijną przez pierwszy turnus, a potem już tylko jako zwykły gość. Potrzebowałem tego odpoczynku jak tlenu. Noce przesiedziane nad nowymi projektami dały mi popalić do tego stopnia, że ostatnio nie wiedziałem już jak się nazywam. Trafiliśmy na ładną pogodę i Niechorze było zapakowane do granic wytrzymałości, ale byłem razem z rodziną i tylko to się liczyło. Czas spędzaliśmy głównie na plaży. Muszę przyznać, że przez ten czas z żoną dzieci tak ładnie się nauczyły pływać, że z trudem dorównywałem Adasiowi w crawlu. Szkoda nam było wyjeżdżać z Niechorza, ale przecież życie to nie jest bajka - szkoda, prawda?